najnowsze

Krzysztof Karoń

covid dla opornych

Witold Gadowski

Wojciech Sumliński

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

 modz33Joanna Modzelewska - jedna kobieta...LOT - jedna firma.

 

Dookoła mnóstwo nazwisk, osób, powiązań, działań, planów, knowań, podstępów i "bóg wie jeszcze czego". Nazwiska znane - ze świecznika oraz nieznane - gdzieś z zaplecza. W tle interesy - nawet z brazylijskim rodowodem - oraz międzynarodowa operacja przerzutu. 
A jak to wyglada na ekranie telewizora? 
Dokonaliśmy zakupu, osiagneliśmy sukces, zbliżyliśmy się do czołówki... informacja o tym, ze ktoś popełnił samobójstwo i śledztwo trwa (nigdy się nie skończy ale nikt nie bedzie pytał a jak zapyta, to się go zbędzie formułą - tajemnica śledztwa).

Tyle dostajemy w oficjalnym przekazie, kurtyna leci w dół, telewizor wyłączony, widzowie się rozchodzą na kolację ale kulisy pracują 24 godziny na dobę. Na zapleczu sceny praca wre dniem i nocą. Tyle tylko, że nie dla naszych oczu i uszu przeznaczona faktyczna jej treść czy zawartość. 

Chodziło o przejęcie LOTu ale ileż przy okazji załatwiono innych spraw? ...ileż puszczono nitek i ile uruchomiono działań?.... 


Ile takich firm mamy bądź mieliśmy w Polsce?...O lotowskich kulisach mamy okazję się dowiedzieć tylko dlatego, że trafiło na uczciwą osobę, która nie dała się wmanewrować i zmanipulować...a może i przekupić. Ile osób się dało? ...ile się zaprzedało ?... czyli - o ilu sprawach i rzeczach nie wiemy i, co bardzo prawdopodobne, nigdy się nie dowiemy? Komu dziś będzie się chciało skutecznie prześledzić wcześniejsze losy firm, których już nie ma? Kto dziś ma moc przeprowadzenia kwerend z dokumentów, które  albo zostały podmienione albo znikneły z archiwów?

Już tylko na samym przykładzie LOTu można się zorientować w zakresie i skali procederu. W źródłach, nitkach, węzłach ...wreszcie w powiązaniach wykraczających nie tylko poza granice Państwa ale i poza granice ludzkiego, uczciwego,  pojmowania spraw. 

Przyglądając się choćby wyłącznie tej sprawie można już przestać się dziwić, dlaczego np. po ogłoszeniu drukiem kilku książek Wojciecha Sumlińskiego  ( i nie tylko jego) nie zatrzęsła się żadna scena, nikt nie stanął przed sądem, nikomu z głowy włos nie spadł a główni bohaterowie wszystkich opowieści czują się nadal nieźle. 
Tu nie ma ryzyka. 

Uważny słuchacz dowie się również, dlaczego Ruch Kukiza nie zacisnął jednak pętli na szyi tzw. systemu i nie przywrócił Polski obywatelom.

Joanna Modzelewska wspomina o Klubie Ronina, poważnej inicjatywie dyskusyjnej skupiającej poważnych ludzi. Rozchodzili się oni - po serii poważnych dyskusji - do domów w przekonaniu, że właśnie dokonali rzeczy wielkich. Nie zdawali sobie sprawy, że cała ich energia i zaangażowanie wsiąkała w tynk ścian pomieszczeń, w których z takim zapałem "odkrywali zakryte". 
Klub Ronina ( i nie tylko) był dla ludzi z tzw. górnej półki. Ruch Kukiz15 natomiast czy 1Polska tudzież dziesiątki drobnych partyjek były dla plebsu.     

Mialem okazję ostatnio zamienić kilka słów ze Stanisławem Tyszką, byłym vice-marszałkiem Sejmu. Powiedziałem, że już 2015-tym roku wspominałem w kukizowym gronie, że, aby z czymś walczyć, należy wiedzieć z czym. Odpowiedział, że oni wiedzą. Ale nie potrafił wyjaśnić, dlaczego Marek Jakubiak, Agnieszka Ścigaj (i kilku innych kukizowców) głosowali, w takim razie, za uznaniem Tadeusza Mazowieckiego, ojca chrzestnego owego systemu,  za męża stanu - skoro poszli "tam" ( do Sejmu) własnie z systemem walczyć. 

Śmiem więc twierdzić, że dalej nie wiedzą, z czym poszli walczyć albo poszli do tego Sejmu, by jedynie mówić, że walczą.. Śmiem też twierdzić, że całe masy zwolenników czy to Pawła Kukiza czy 1Polski ...czy też iluś tam drobnych tzw. antystemowych partyjek powstających co i rusz, by walczyć z "czymś",  też nie mają zielonego pojęcia. Nie mają pojęcia, gdyż nie mają wiedzy i w wielu też wypadkach dali się podpuścić faktycznej praktyce "teorii spiskowych". A owe "teorie spiskowe" już nie pierwszy raz okazują się, nawet po niecalym roku, czymś, co działo sie naprawdę. 
 
Co do samej wiedzy zaś...jej zakresu i głębi. Mamy zwyczaj - my czyli szary, zwykły Kowalski...nawet,jeśli uważa się za wystarczająco świadomego, by dołączyć do walki z systemem a nawet grać na tym polu jakąś ważną rolę - podążania za sposobem podawania wiedzy przez media głównego nurtu. Media głównego nurtu podają informacje w sposób wyrywkowy. Jedna informacja, jedno zdarzenie, mnóstwo słów, wszystko podane na tacy...przeważnie tak to wygląda. Nie wymaga to ani głebszej analizy ani też nie prowokuje do badania wątków tzw. bocznych. 
Szalenie rzadko zdarza się przypadek "medialny" prowokujący do głębszej analizy. 

A na tym polu i w tym obszarze - aby posiąść choć podstawy wiedzy pozwalającej na w miarę swobodne poruszanie się w tzw. temacie -  wymagana jest jednak umiejętność łączenia faktów. Tego - tej umiejetności - nam brakuje i wcale nie dążymy do jej opanowania.

Z jednej strony to typowe lenistwo oparte na przeświadczeniu, że ktoś nam jednak podsunie właściwy kierunek rozumowania a z drugiej - wiedzą to ci, którzy zadawali sobie trud łączenia owych faktów, tak znanych jak i ukrywanych - przyczyna tkwi w tym, że tych faktów, a nawet drobnych fakcików, jest takie wielkie mnóstwo, iż dodawanie ich do siebie wymaga jednak strasznie dużo tak pracy jak i determinacji. Wygodniej więc dla wielu bywa wzięcie do ręki nożyczek i odcięcie pewnych watków, nie biorąc ich w ogóle pod uwagę - wszak chodzi o to, by wszystko zmieściło się na blacie biurka a my musimy mieć satysfakcję oraz czynić wrażenie, że owe wszystko mamy "pod kontrolą"...   

Joanną Modzelewską zajął się oficer wyższej rangi - podobno major.  Do innych zadań w wielu wypadkach wystarczy porucznik bądź sierżant sztabowy albo zwyczajny "służbowy" emeryt...nawet negatywnie zweryfikowany i pozornie zapomniany lata temu. Raz w służbach - na zawsze w służbach. Tacy nie trzymają munduru w szafie na okazje typu święto narodowe a stopnie tzw. wojskowe są czasem kompletnie nieistotne. Niezwykle mili ludzie...nawet - jak trzeba - płakać potrafią...

...............................................................................

............................................................................... 

lotowskie szczegóły - od tego się zaczęło

 

sieci, siateczki...co kogo z kim łaczy?...Czy służby mają realny wpływ na życie polityczne w Polsce?

 

oscylator ART-B a PC i Amber Gold..czyli jak pokryć koszty?...Ilu zostało w Polsce? ..Dlaczego Petelicki "musiał odejść" ?...tacy porządni ludzie...

 

o tym, jak sie prywatyzuje....ups! - jak sie przejmuje ....nieruchomości

 

o demokratycznym fałszowaniu wyborów w Polsce

 

..................................................................................

 

 

Agent „dobrej zmiany” miał za zadanie zniszczyć mi życie. Rozmowa z Joanną Modzelewską, prawnikiem, byłą przewodniczącą jednego ze związków zawodowych pilotów w PLL LOT S.A.

Agnieszka Piwar – 

Historia Pani życia jest doskonałym materiałem na scenariusz filmowy. Inteligentna, wykształcona, atrakcyjna kobieta pada ofiarą perfidnie uknutej intrygi będącej częścią rozgrywek służb specjalnych i świata polityki. Dlatego nie mogę zrozumieć jednego – jak to możliwe, że media milczą jak zaklęte? Przecież obracała się Pani w środowisku bardzo wpływowych osób i ujawniła potworne patologie w funkcjonowaniu państwa polskiego!

Joanna Modzelewska –

Państwo polskie działa inaczej niż mi się wydawało. Patrzyłam idealistycznie. Z ogromnym szacunkiem. Podziwiałam polityków, wierzyłam w wypowiadane przez nich słowa. Osoby, które poznawałam w moim życiu – w związku z tym czym się zajmuję – wywodzą się ze świata polityki, mediów, służb, Kościoła i innych. Wiele z tych osób zawiodło. Okazało się, że w poważnej sytuacji nie można na nich liczyć. Wówczas wygrywają sprawy partykularne. Większość osób kalkuluje czy pomoc się opłaca. Ja mam inną mentalność. Pomagam gdy ktoś potrzebuje pomocy. Wydawało mi się, że inni też tak robią. Myliłam się. Fakt deklarowania określonych poglądów także nie ma – jak się okazało – znaczenia. Czyny nie zawsze idą za słowami.

(AP) - Z historii Pani życia wnioskuję, że chodzi o środowisko, które w odbiorze wielu Polaków nadal uchodzi za patriotyczne i katolickie, a przez co budzi zaufanie znacznej części społeczeństwa. Swego czasu Pani również pokładała nadzieję w tym środowisku…

 

(JM) – Tak, to prawda. Poznałam osoby z PiS, z rodziny Radia Maryja, z Klubu Ronina, Instytutu Lecha Kaczyńskiego i wielu innych. Wydawało mi się, że te środowiska będą pomocne. Nie przypuszczałam, że właśnie z tej strony będę zaatakowana. Zaczęło się subtelnie. Prawie niezauważalnie. Zlekceważyłam to. Powtórzono mi, że w Instytucie Lecha Kaczyńskiego mówią o mnie, jakobym była agentem, który ma zniszczyć LOT. Brzmiało to tak absurdalnie, że nie dałam temu wiary. Nie wiedziałam, że te osoby będą decydować o służbach specjalnych i zlecą zniszczenie mi życia pod pretekstem „sprawdzenia czy jestem szpiegiem”. Taką wersję przekazała mi minister spraw wewnętrznych i administracji. Potwierdził były minister obrony narodowej w przekazywanych mi informacjach. Gdy zaczęłam o tym mówić w CEPowiśle wskazując m.in. Józefa Orła – założyciela Klubu Ronina, o którym mówiono, że to on wskazywał mnie jako tego rzekomego agenta – wówczas w mediach pojawiły się ataki ze strony prawicowej. To pokazało także pewne powiązania i zależności.

(AP) - Cóż więc takiego się stało, że na tzw. prawicy potraktowano Panią jak intruza?

(JM) – Myślę, że jest podobnie jak za rządów PO. Wówczas Zarząd LOT skierował przeciwko mnie pozew o naruszenie dóbr oraz prywatny akt oskarżenia o zniesławienia. Obydwie sprawy wygrałam. Jednak w czasie gdy się toczyły – wokół mnie robiło się pusto. Po wygranej – pojawiali się „przyjaciele”. Teraz ten schemat znów się powtarza. To dobry weryfikator otoczenia wokół. Przykrym wynikiem tego jest stwierdzenie jak wiele osób to tchórze.

Genezą tej sytuacji jest fakt, że piloci w PLL LOT SA potrzebowali pomocy prawnej od osoby związanej ze środowiskiem pilotów i LOTu. Zaproponowali mi bym im pomagała. To był rok 2005. Byłam ich prawnikiem i pełnomocnikiem.

Z czasem w firmie było coraz trudniej. Piloci poprosili bym została przewodniczącą związku pilotów liniowych PLL LOT SA. To było duże wyzwanie.

Postrzeganie związków było negatywne. Wielu znajomych mi odradzało. Patrząc z perspektywy mogę ocenić, że mieli rację.

Wówczas jednak postanowiłam się zaangażować. To był rok 2010. W 2011 roku gdy LOT miał kolejną stratę kilkuset milionową, powstał Amber Gold i OLT, a LOT miał bardzo złą sytuację, razem z pilotami, stewardessami, mechanikami i pracownikami administracyjnymi uznaliśmy, że trzeba wziąć udział w prywatyzacji pracowniczej na wypadek upadłości.

Polega to na tym, że prawo pierwszeństwa w nabyciu mają pracownicy. Tym samym inicjatywa ta zagroziła przestępcom, którzy chcieli przejąć LOT. Wiele osób uprzedzało mnie, że będzie za to zemsta. Nie zakładałam, że tak perfidna.

W tym czasie doszło do lądowania kapitana Wrony, który był członkiem związku. Amber Gold i OLT nie mogły dłużej czekać, gdyż nie było w ich planach takiej przeszkody, jak inicjatywa pracowników.

Dzięki temu LOT został uratowany, a rząd PO musiał dofinansować LOT – po otrzymaniu zgody Komisji Europejskiej – kwotą ok. 1 miliarda.

W nagranych rozmowach na temat wypowiada się obecny premier Morawiecki – wówczas doradca Donalda Tuska – premiera.

Skutkiem tej inicjatywy pracowniczej były zwolnienia pilotów, stewardess, liczne pozwy. Jak wcześniej wspomniałam, mi wytoczono 2 sprawy – karną i cywilną. Otrzymałam wówczas pomoc od Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka. Wystąpiłam w kilku programach w TV Trwam i Radiu Maryja. Wsparcie medialne dały także Nasz Dziennik, Gazeta Polska, Radio Wnet. Ufałam tym mediom. Posłowie PiS także deklarowali pomoc.

Obydwie sprawy z LOT-em wygrałam. Nikt mnie nie przeprosił. To było trudnych kilka lat. Cieszyłam się na wygraną PiS. W czasie procesów poznałam Mariusza Maraska – sam się zgłosił przez internet. Członek Komisji Weryfikacyjnej WSI. Byłam dumna, że poznałam taką osobę. On poznawał mnie kolejno z różnymi osobami, których wcześniej nie znałam, a wiele z nich było ze służb. Zaprosił mnie do Klubu Ronina i Instytutu Kaczyńskiego. Nie wiedziałam, że te miejsca doprowadzą do umożliwienia służbom i ich funkcjonariuszom niszczenia mi życia w czasie rządów PiS. Ufałam tym osobom.

(AP) I wtedy w Pani życiu pojawił się „kandydat na męża”. Jak mu się udało Panią podejść?

(JM) – Do Instytutu Kaczyńskiego przychodziły różne osoby. Polubiłam wiele z nich. Przychodził także Jacek Spyrka. Osoba, na którą nigdy bym nie zwróciła uwagi. Jednak Mariusz Marasek często na niego wskazywał. Przez to zaczęłam mu się przyglądać, jako zupełnie nieinteresującemu siwemu mężczyźnie, znacznie ode mnie starszemu.

Mariusz Marasek wiedział o dużych różnicach wieku w mojej rodzinie. Często mi powtarzał, że kobiety wychowane w rodzinach z taką różnicą wieku podobnie dobierają partnerów. Nie sądziłam, że ta ocena przyczyni się do utrwalania mi starszego mężczyzny Jacka Spyrki. Jako kobieta chciałam założyć rodzinę i mieć dzieci. To naturalne, a przez przejścia z LOT-em proces ten się odciągnął, gdyż takie kłopoty powodowały, że zwyczajnie nie miałam do tego głowy.

(AP) Czym Panią oczarował?

 

(JM) – 21 marca 2016 roku odbywało się kolejne spotkanie w instytucie. Mariusz Marasek zaprosił mnie i napomknął coś o Jacku Spyrce. To było dziwne, że w internecie ciężko było znaleźć cokolwiek na temat tej osoby. Przed spotkaniem sprawdziłam i okazało się, że został vice-prezesem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – zastępcą Kazimierza Kujdy – wieloletniego prezesa spółki Srebrna, która finansuje PiS i Instytut Kaczyńskiego.

Po spotkaniu w instytucie, gdy chciałam już wychodzić, podszedł do mnie Jacek Spyrka i zapytał, czym się zajmuję. Powiedziałam, że też prawem kanonicznym – uznałam, że mało kogo to zainteresuje i będę miała od niego spokój. On wykazał zainteresowanie. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że interesuje go to, co mnie, ma poglądy takie, jak ja. Wszystko tak, jak lubię.

Nie wiedziałam, że to jeden z mechanizmów manipulacji, który będzie na mnie użyty w tym miejscu, wśród tych osób. A jednak został. Po spotkaniu zadzwonił do mnie Mariusz Marasek z pytaniem, o czym rozmawialiśmy.

Od tego czasu Jacek Spyrka zaczął mnie zapraszać osobiście. W moje urodziny zaprosił mnie do restauracji, gdzie spędził ze mną czas do ok. 1 w nocy. Kończąc spotkanie powiedział, że o takiej kobiecie marzył całe życie. Powiedziałam mu, że ma 2 żony – kanoniczną i cywilną – i dopóki nie stwierdzi nieważności z pierwszą, i nie rozwiedzie się z drugą i od niej nie wyprowadzi, to nie mamy o czym rozmawiać. Mówiłam to żartem.

On jednak zaczął pisać do mnie maile, smsy, dzwonić. Chciał się spotykać. Zaczął naruszać granicę fizyczną. Wówczas się zdenerwowałam. Zadzwoniłam do mojego – tak myślałam – przyjaciela Mariusza Maraska i powiedziałam, że jestem porażona, bo Spyrka próbował mnie pocałować. Na to Marasek ze stoickim spokojem powiedział, że pewnie będzie chciał, żebym była jego kochanką. Powiedziałam, że to nie wchodzi w grę. Powiedział mi, żeby na niego uważać. Ale gdy zapytałam o konkrety powiedział tylko, że mu się przyglądają. Niewiele wynikało z tego komunikatu.

Od tego czasu Spyrka zaczął deklarować mi uczucia, miłość. W żartach powiedział, że jest z Agencji Wywiadu. Powiedziałam to Maraskowi. Powiedział, że to nieprawda. Spyrka oczekiwał ode mnie okazywania uczuć. Powiedziałam, że u mnie to tak nie działa. Potrzebuję czasu. A on, jeżeli tego oczekuje ode mnie, to musi uregulować swoje sprawy formalne. Później dopiero szef SKW Bączek powiedział mi, że on by ze mną ślubu nie wziął.

(AP) Facet mający już na swoim koncie dwa małżeństwa, to niekoniecznie wymarzony kandydat na męża. Nie przeszkadzało to Pani?

(JM) – Bardzo dobre pytanie. Mężczyzna z dwiema żonami, córką, a także wnuczką, 15 lat ode mnie starszy, siwy, po wielu przejściach, nie wydaje się atrakcyjny. Od strony finansowej także mówił, że nic nie ma. A zatem patrząc z tego punktu widzenia – nieatrakcyjny. Ale podobno został mi zrobiony profil psychologiczny w służbach i wiedziano, co jest dla mnie ważne.

Spyrka miał wpięty krzyż w klapę marynarki, mówił o tym, że się nawrócił i chce stwierdzić nieważność małżeństwa kanonicznego. Zaczął mnie zapraszać na wspólne uczestniczenie w coniedzielnej Mszy Św. Mówił, że zazdrości mi, że mogę przyjmować Komunię Świętą. Poprosił, bym nauczyła go odmawiać różaniec. Wspólnie ze mną się modlił. To dość niecodzienne. Doszłam do wniosku, że może – skoro jestem także prawnikiem kanonicznym – Bóg postawił mi taki przypadek na drodze.

Zaakceptowałam to, jednak cały czas stawiałam granicę. Spyrka wiedział, że dopóki nie powie, że chce wziąć ze mną ślub i mieć dzieci, to nie przekroczy tej granicy. Zaczął więc ze mną jeździć do księdza, który jest sędzią Sądu Metropolitalnego i zapewniał o uczuciu do mnie. Mówił, że z żoną nr 2 cywilną nic go nie łączy i musi ładnie się z nią rozstać.

Z punktu widzenia prawa kanonicznego pozycja żony nr 2 nie różniła się od mojej. Według prawa kanonicznego żoną jest żona nr 1 kanoniczna – tak długo jak długo nie zostanie stwierdzona nieważność małżeństwa kanonicznego. Został zatem moim narzeczonym. Braliśmy udział w formalnych spotkaniach.

Minister Szyszko, któremu Spyrka podlegał, zawsze witał się z nami mówiąc, że wita prezesa wraz z małżonką. Gdy to prostowałam, Spyrka mówił – już niedługo. Uwierzyłam w to co mówił.

Spyrka zwracał w imieniu NFOŚ 26 milionów za geotermię, jednak nie znał się z Ojcami w Toruniu. Z uwagi na moją znajomość z Ojcami po sprawie LOT-u, Spyrce bardzo zależało, żebym go z nimi poznała. Było to dla niego niezwykle istotne. Zawsze u Ojców byliśmy razem. Na Intronizacji Chrystusa Króla w Łagiewnikach także. Widywaliśmy się praktycznie codziennie przez cały rok. Wyrabiał ze mną dniówkę – 4 godziny rozmów przez telefon i 4 godziny spotkań. Moi sąsiedzi zawsze go witali, bo wszyscy go znali przez rok wspólnego bycia razem.

(AP) Kiedy Pani się zorientowała, że miłosne deklaracje Spyrki to mistyfikacja?

(JM) – Złożyło się na to kilka sytuacji. To, że opóźniał się z wyprowadzką od cywilnej żony. Także to, że nie zawsze zdejmował obrączkę, którą nosił na środkowym palcu – było to dla mnie dziwne. Ale także to, że po spotkaniu w Toruniu, gdzie widzieliśmy się z szefem SKW Bączkiem, powiedział mi, że Bączek się na mnie ślini. Zabrzmiało to obrzydliwie. Zrobił się inny od tego spotkania. To było na inauguracji roku akademickiego w Toruniu 2016/2017. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, które mieliśmy spędzić razem. Dzień przez Wigilią powiedział, że spędza je z żoną, bo nie może jej zostawić samej w święta. Przyjechał do mnie, żeby pójść razem na pasterkę. To samo powtórzyło się z Sylwestrem. Postawiłam ultimatum – wyznaczyłam datę. Mówił, że się stara. Pojechaliśmy na wieczorne spotkanie do księdza z mojej rodziny. Ksiądz podał alkohol. Spyrka nie miał umiaru. Mówił księdzu, że chce wziąć ze mną ślub. Później ksiądz powiedział, że mu nie wierzy. Po tym spotkaniu Spyrka został u mnie. Zobaczyłam, że dzwoni jego żona nr 2. Zrozumiałam, że jak na prawie rozwodzące się małżeństwo bez uczuć, to trochę dziwne i on mnie chyba okłamuje. Zapewniał, że to nie prawda.

(AP) Jak Pani zareagowała kiedy sprawy zaczęły się tak komplikować?

(JM) – Przyszedł dzień, który wyznaczyłam jako ultimatum. Nic nie zrobił do tego czasu. Powiedziałam, że mnie taka relacja nie interesuje i mnie oszukał. Wysłałam maile do znajomych. Odpisał na nie, że ja nie chcę czekać tyle, ile on potrzebuje. Tu też kłamał. Płakał, zapewniał a ja przestałam się z nim spotykać. Ale odbierałam jeszcze jego telefony aż do Wielkanocy w 2017 roku.

Wówczas Kazimierz Kujda chciał go już wyrzucić z NFOŚ. Poprosił mnie, bym wstawiła się za nim u Ojca Klafki – rektora WSKSiM, żeby poparł go u ministra Szyszko. Zaproponował, by pojechać do Torunia w tej sprawie, w moje urodziny. Zdenerwował mnie. Przestałam odbierać jego telefony. Po Wielkanocy zakończyłam z nim znajomość, bo nie wywiązał się z tego, co obiecał. Powiedziałam mu, że jest oszustem i zniszczył mi kilka lat życia. Zadzwoniłam do kilku ministrów i duchownych, poinformowałam jego dwie żony. Aktualna żona zapytała, czy chce go sobie wziąć. Powiedziałam jej, że zostawię jej go, bo jest oszustem i go nie chcę. A żona nr 1 powiedziała, że powinnam odpalić szampana z uwagi na to, że mądrze zrobiłam, że się z nim rozstałam. Nie znałam wtedy jeszcze całej prawdy.

(AP) Jaki był cel tej całej zagrywki?

(JM) – Wszystkie informacje zbierałam ponad rok. Od ministrów, prokuratorów, funkcjonariuszy, dyplomatów. Chciałam być pewna, że są prawdziwe. Dowiedziałam się, że celem było – według informacji od ministrów – sprawdzenie mnie. Brzmi to absurdalnie. Uznali, że jestem międzynarodowym szpiegiem na podstawie fałszywego zawiadomienia. Wszczęto procedurę. Celem było „zneutralizowanie” mnie poprzez przygotowanie materiałów do ośmieszenia, skompromitowania i szantażu. Dowiedziałam się, że z każdego spotkania ze mną tworzona była przez Spyrkę notatka. A z romantycznych spotkań – notatki z czynności intymnych z podaniem detali. Poraziło mnie to, gdy się tego dowiedziałam. Nie rozumiem, po co te wszystkie akcje, kłamstwa, oszustwa, udawanie. Ile pieniędzy musiało to kosztować? A wystarczyło wezwać mnie na przesłuchanie. Odpowiedziałabym na każde pytanie. Ale nie byłoby materiału kompromitującego mnie. Nie można byłoby mówić, że spotykałam się z żonatym, etc. A teraz można. No i wg. przekazanych mi informacji Spyrka wziął za to pieniądze. W czasie rządów PiS.

(AP) Co Pani poczuła kiedy odkryła, że nie była ukochaną ale obiektem w bezwzględnej grze operacyjnej?

(JM) – To straszne uczucie. To zdeptanie godności, wrażliwości, prywatności, intymności, zaufania. Zrozumiałam, co czują samobójcy. Choć zaznaczam, że nigdy nie miałam i nie mam zamiaru targnąć się na swoje życie. Ale zrozumiałam czym jest pragnienie śmierci.

Zawiedli wszyscy. To niewyobrażalnie boli. Pragnęłam swojej śmierci. Prosiłam Boga, by mnie zabrał. Podobno był wariant, że mam „ze sobą skończyć” z powodu zawiedzionej miłości. W aktach Spyrka wpisał – tak mi powiedziano – że jestem tak słaba psychicznie, że już nic nie trzeba robić, bo sama ze sobą skończę.

Świadomość, że pokochało się służbową prostytutkę jest porażająca. Równolegle byłam zastraszana i szykanowana. Moi znajomi i bliscy otrzymywali anonimy na mój temat. Wiele bardzo wulgarnych. Spyrka szantażował mnie nagraniami. To są realia, o których inni nie mówią. A jedyna nie jestem – tak mi powiedziano, że osób, którym to zrobiono jest więcej. Funkcjonariusze, którzy niszczą innym życie – BEZ PODSTAW – są bezkarni. Kazimierz Kujda mówił o Spyrce – jego nie ma. Minister spraw wewnętrznych i administracji Renata Szczęch mówiła – on nie istnieje, zapomnij, że to się w ogóle wydarzyło.

Wielu funkcjonariuszy się do mnie zgłosiło z koszmarnymi informacjami. To pokazuje, czym jest weryfikacja WSI – ja oceniam to jako fikcję.

(AP) Co się działo potem?

(JM) – Minister Renata Szczęch powiedziała mi, że mam nikomu nie ufać. Że mam być ośmieszona i udało się tego NA RAZIE uniknąć. Kustosz z żoną z Instytutu Kaczyńskiego, gdzie poznałam Spyrkę, wyrażali ubolewanie tym, jak on mnie skrzywdził. Dzwonili regularnie pocieszając. Podobnie robił Kazimierz Kujda, którego Spyrka regularnie nagrywał i puszczał mi te nagrania. Jednak żona kustosza Instytutu w tych rozmowach przemycała różne informacje. Wokół mnie zaczęło robić się pusto. Każdy bał się służb.

Tam gdzie prosiłam o pomoc nie otrzymywałam, albo otrzymywałam taką, która dawała pretekst do ataków. W tym czasie szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek zapraszał mnie na rozmowy/przesłuchania w sprawie Spyrki i proponował pracę prawnika w SKW. Nie zgodziłam się. Analogicznie w tym czasie uaktywnił się Stefan Hambura, Aleksandra Biniszewska, Mariusz Marasek i inne osoby. Później okazało się, że prawie każdy wiedział, tylko nie ja.

Bączek w grudniu 2017 powiedział, że dowiem się wszystkiego w styczniu 2018. Jednocześnie miałam spotkania z Kazimierzem Kujdą w sprawie Spyrki, którego odwołano z zarządu NFOŚ w czerwcu 2017 roku. Członkowie zarządu NFOŚ powiedzieli mi, że nie ja jestem powodem jego odwołania, a to, że nic tam nie robił.

Kazimierz Kujda mówił, że jak patrzyli na to, że Spyrka codziennie ostentacyjnie zwołuje pracowników na modlitwę Anioł Pański, a ma dwie żony, a do tego mnie jako kandydatkę na trzecią, to im ręce opadały. Podziękował mi, że go uprzedziłam, że Spyrka go nagrywał. To też było straszne, jak Spyrka śmiał się mówiąc, że to jego parasol. Wtedy tego nie rozumiałam.

W styczniu 2018 minister Macierewicz został odwołany. Kazimierz Kujda wtedy zwolnił z pracy w NFOŚ Spyrkę po serii wrażliwych zwolnień lekarskich. Zaprosiła mnie minister spraw wewnętrznych informując, że Spyrka jest niebezpieczny i mam się cieszyć, że żyję. Zaczęły się kolejne dziwne informacje. Nikt mnie nie przeprosił. Byłam zastraszana. Potwierdzałam te informacje około rok czy są prawdziwe. Media milczały. Nikt nie chciał napisać, że były zastępca Kazimierza Kujdy w NFOŚ to funkcjonariusz SKW (wcześniej WSI i WSW). Minister poinformowała mnie, że jest parasol medialny i szkoda mojego czasu. Że on, tym co mi zrobił, „spłacał dług zawodowy”.

(AP) Co w tym wszystkim najbardziej Panią zabolało? Pomówienia? Zawód miłosny? Ostracyzm towarzyski? Dwuznaczna postawa niektórych duchownych? Perfidia służb? Cyniczni politycy? Farbowani „patrioci”? Niszczenie polskiego przewoźnika? Poczucie niesprawiedliwości? A może nie da się (nie powinno?) tego wartościować?

(JM) – Wszystko co Pani wymieniła. Ale najbardziej poczucie niesprawiedliwości. To, że wygrywa zło. Że w takiej sprawie zostaje się samemu. Spyrka i służby wiedziały, że nikt mi nie poda ręki. Wiedzieli, że mogą działać bezkarnie. Skoro – upraszczając – za agenta Tomka Mariusz Kamiński miał wyrok karny, to nagłośnienie jeszcze gorszej sprawy byłoby dla tego rządu kompromitujące. Ja się w tym nie liczyłam. Działały inne reguły. To zło w czystej postaci.

Światełkiem nadziei, że są porządni ludzie było złożenie w tej sprawie zapytania poselskiego przez Marszałka Seniora Kornela Morawieckiego jak i przez posła Roberta Majkę. Także pomoc medialna ze strony redaktora Rafała Mossakowskiego w CEPowiśle. Reszta milczy jak zaklęta. A Spyrka jest bezkarny. Wykonał zlecenie zniszczenia mi życia. Wziął za to pieniądze, chodzi na msze trydenckie, przyjmuje sakramenty.

Warto zauważyć, że syn byłej premier Szydło także celebruje msze trydenckie. Spyrka chciał wejść głębiej w Kościół. Może to pozostałości po służbie w PRL. Może i w tym zakresie musi komuś spłacić dług…

(AP) Czy załamała się Pani, kiedy odkryła prawdę?

(JM) – Było to porażające. Modliły się za mnie 3 klasztory. Wielu bliskich dało mi wsparcie. Mam świadomość, że Spyrka zniszczył mi życie. Po takim zdarzeniu niemożliwym jest założenie rodziny, zaufanie komuś. Tu nie jest potrzebna terapia. A sprawiedliwość. Choć nic już nie wróci stanu poprzedniego. Podobnie miał Roman Kluska.

Spyrka zabił mi ducha. Za to wziął pieniądze. Niech wie, że zlecenie wykonał. Zniszczył mi życie. Zapewne traktuje to jako sukces. Smutnym jest, że to powielenie historii Pawła Jasienicy, na którego żona z SB donosiła za pieniądze. Spyrka wybierał ze mną imiona dla dzieci. Prokurator powiedział mi, że mam Bogu dziękować, że nie mam z nim dziecka. Bo wtedy bym dopiero zrozumiała, co to piekło. Jasienicę ta wiedza zabiła. Ale metoda jest ta sama. Takie działania powinny być potępione. Inaczej osoby, które biorą w tym udział i czerpią korzyści mają krew na rękach w szerokim tego słowa znaczeniu.

(AP) Co by musiało się wydarzyć, żeby sprawiedliwości stało się zadość?

(JM) – Powinno potępić się te działania. Wskazać zleceniodawcę, wykonawcę... tych którzy zacierali ślady, zastraszali mnie i podejmowali próby kompromitowania mnie. Chcę odpowiedzialności tych osób. Powinno się mnie przeprosić, zadośćuczynić i przyznać odszkodowanie. Od czasu gdy zakończyłam znajomość ze Spyrką minęły ponad 2 lata. Widzę, że mam wciąż traumę. O to chodziło w zleceniu. Zostało to osiągnięte. Przykre, że w Polsce tak traktuje się obywateli. Zamiast podziękować za uratowanie LOT, zniszczono mi życie. Dla mnie to gorzej, niż za komuny. Bądź tak, jak u Pawła Jasienicy.

(AP) Pani historia jest zdecydowanie poważniejsza, niż rozdmuchiwana przez media sprawa „Agenta Tomka” (funkcjonariusza CBA Tomasza Kaczmarka, późniejszego posła i celebryty), który na polecenie przełożonych uwodził i okłamywał kobiety. Tak się zastanawiam, skoro wtedy opozycja grzmiała i podnosiła alarm – bo była okazja, by dowalić partii rządzącej? – to dlaczego teraz przeciwne władzy media i politycy siedzą cicho?

(JM) – Podobno Spyrka służy każdej władzy. Każdy ma jakieś porachunki. Tak mi powiedziano, że potrzebny jest ktoś, kto na zimno to wykona.

Mam refleksję, co do tzw seryjnego samobójcy, że robią to osoby ze służb na zlecenie. Ze świadomością bezkarności. Dlatego te sprawy nigdy nie będą wyjaśnione. Proszę pamiętać, że nawet złodziej jak kradnie – podejmuje ryzyko, że za to będzie odpowiadał. Tu nie ma ryzyka. A zatem to zachęta dla psychopatów, by weszli w szeregi służb i będą mogli bezkarnie niszczyć obywateli.

Rozmawiała Agnieszka Piwar
(źródło - wRealu24 ) 

 

 

(wr)